Wielki RPAński przypał z tłumaczem migowym

Od pewnego czasu RPA przymierza się do przyjęcia języka migowego jako 12 oficjalnego języka. Zabieg ten ma zwiększyć dostęp osób niesłyszących i niedosłyszących do informacji, ale także umożliwić im np. zdawanie testów na prawo jazdy. To świetny pomysł, choć ja pozostanę sceptyczna jak zostanie wprowadzony w praktyce.

RPA ma 11 oficjalnych języków i teoretycznie wszystkie druczki w urzędach czy inne oficjalne komunikaty powinny być w 11 językach. Tajemnicą poliszynela jest jednak to, że w praktyce w urzędach widzi się trzy najpopularniejsze języki prowincji. Czas pokaże więc, czy ta zmiana rzceywiście ułatwi życie osób niesłyszących.

Dzisiaj jednak nie o tym będzie! Ciężko bowiem na tę wiadomość związaną z językiem migowym nie przypomnieć sobie olbrzymiej wpadki RPA na arenie międzynarodowej, gdy osoba najprawdopodobniej podająca się za tłumacza języka migowego wykonywała tę rolę podczas uroczystości związanych ze śmiercią byłego prezydenta RPA, Nelsona Mandeli.

Skrót wydarzeń

Mimo że śmierć Nelsona Mandeli nie była nieoczekiwana, gdy zmarł 5 grudnia 2013 cały kraj pogrążył się w żałobie. Za walkę z apartheidem były prezydent RPA spędził 27 lat w więzieniu na wyspie Robben Island niedaleko Kapsztadu. Gdy w końcu go wypuszczono szybko został liderem partii ANC, a cztery lata później prezydentem kraju. Mandela był międzynarodowym symbolem walki o wolność, ale i wybaczenia dawnych krzywd. W 1993 roku został uhonorowany Nagrodą Nobla.

Po jego śmierci na liczne obchody i uroczystości zapraszano znanych polityków i gwiazdy z całego świata. Mężczyzna najprawdopodobniej podający się za tłumacza języka migowego tłumaczył przez 4 GODZINY podczas jednej z największych uroczystości wiele osób, w tym między innymi ówczesnego prezydenta USA, Baracka Obamę. Szybko stało się jasne, że mężczyzna jedynie udaje tłumaczenie, bo już podczas uroczystości, pierwsza niesłysząca południowoafrykańska posłanka, Wilma Newhoudt-Druchen, napisała na Twitterze, że ta osoba to oszust. Media społecznościowe zapełniły się podobnymi opiniami od oburzonych osób niesłyszących.

Ponieważ uroczystość ta była transmitowana na całym świecie, szybko wybuchnął skandal. Osoby niesłyszące w innych krajach nic nie rozumiały z obchodów, bo wszystko, co przekazywałam im tłumacz było nonsensem. Podobno nie znał najprostszych słów takich jak “dziękuję” i “RPA”, a także na jego twarzy nie było żadnej mimiki, która jest podstawą języka migowego. Myślę, że nawet, gdy osoba nie znająca języka migowego przyjrzy się temu nagraniu zobaczy, że coś jest nie tak:

Niezły przypał, c’nie? Pierwszy poziom tej wpadki to oczywiście to, że tysiące niesłyszących osób na całym świecie nie zrozumiało ceremonii. Pomyślcie jednak o tym, jak wielkie to było zagrożenie pod względem bezpieczeństwa jeśli jakaś osoba podaje się za tłumacza i stoi obok najważniejszych polityków areny narodowej i międzynarodowej. Tylko czy ten mężczyzna rzeczywiście był oszustem?

Co się tam w ogóle stało?

Na to pytanie nie odpowie wam nikt, mimo że mamy rok 2022, a sytuacja miała miejsce w 2013. Poniżej podsumowuję wszystko to, co wykopałam w internecie.

Możnaby założyć, że rząd się będzie kajał i że ktoś weźmie za to wszystko odpowiedzialność. Tak jednak nie było. Początkowo rząd jedynie ogłosił, że jest świadomy całej sytuacji i przyjrzy się temu, co się stało, oczywiście w swoim czasie. Najpierw więc zaczął tłumaczyć się sprawca całego zamieszania, zidentyfikowany jako Thamsanqa Jantjie. Powiedział, że tłumaczem języka migowego jest od wielu lat i nikt nigdy nie miał mu nic do zarzucenia. To nieprawda, bo został uprzednio zwolniony dyscyplinarnie z wykonywania obowiązków. Skarżono się na niego już wcześniej np. podczas tłumaczeń teraz już byłego prezydenta RPA Zumy. Jest nawet nagranie, na którym tłumaczy pytanie: “Nelson Mandela jest w bardzo chory, a prezydent Obama planuje wizytę. Czy powinien ja odwołać?” przetłumaczył jako “Toaleta! Toaleta! Unia! Czoło!”. To, że coś było nie tak z tłumaczeniem podczas ceremonii upamiętniającej Mandelę zwala jednak na atak schizofrenii.

Najpiękniejsze kwiatki w całej aferze pochodzą jednak od ówczesnej wiceminister do spraw kobiet, dzieci i niepełnosprawnych, Hendrietty Bogopane-Zulu. Ta Pani wypowiedziała się dzień po tłumaczu. Przyznała się do jakiegoś tam błędu, mówiąc, że firma SA Interpreters, dla której pracował tłumacz, rzeczywiście nie ma najlepszej reputacji (a do tego zapadła się pod ziemię po tym wydarzeniu), a tłumacz miał dość niską stawkę. Przy tym wszystkim jednak lawirowała w tłumaczeniach tak, że Morawiecki może się przy niej schować. Oto te, które na zawsze zostały w moim sercu:

  • “To było złe. Czy było oszustwem? Nie. Czy on jest przeszkolony? Ma tylko wstęp do szkolenia, jak wielu mieszkańców RPA.”
  • Zapytana czy ktokolwiek zrozumiał tłumacza: “Znajdziemy kogoś, kto go rozumie, kto poprosił go o wykonanie tego zadania, ale nie zrobimy tego teraz.”
  • Twierdząc, że południowoafrykański język migowy ma ponad 100 dialektów i nikt nie jest zrozumiany przez wszystkich dodała: “Jeśli nic nie przegapiłam, nie uważam, że jako kraj powinniśmy mówić, że się wstydzimy. Kwestia języka migowego zawsze zależała od tego, gdzie żyjesz, do jakiej chodzisz szkoły i w jakim języku mówisz.”
  • “Czy zostanie zaproszony do tłumaczenia na dużych imprezach w przyszłości? Nie moją rolą jest tutaj powiedzieć tak lub nie.”

Czyli podsumowując nic się nie stało! Rzeczywiście, jeśli się poczyta o języku migowym, to można się dowiedzieć, ż np. amerykański i brytyjski maja zaledwie 30% takich samych znaków. Oburzenie ludzi niesłyszących na całym świecie, którzy nie zrozumieli niczego i czuli się obrażeni tłumaczeniem, które w ich mniemaniu było oszustwem, chyba jednak o czymś świadczy. Zanim dowiecie się więcej zapraszam na chwilę relaksu.

Ciutka humoru

Wpadka była mocno żenująca, a tłumaczenia mało przekonujące, co oznacza, że dała wielkie pole do popisu memiarzom. Oto kilka z memów produkowanych w tym okresie na potęgę:

Tam poniżej jest karuzela, musicie sobie klikać strzałki!

No i oczywiście każdy szanujący się komik z RPA musiał uwzględnić tę wtopę w swoim materiale, tutaj fragment występu Trevora Noah (temat wałkuje bezpośrednio od początku do 6:16 :D):

Co było dalej?

W sumie nic. Ludzie jeszcze chwilę się burzyli, bo jeśli ten tłumacz trafił na to wydarzenie to być może tłumaczył też w sądzie? Dodatkowo na światło dzienne wyszły różne przestępstwa, o które tłumacz oskarżany był w przeszłości. Niestety nie wiadomo co dalej się stało z zarzutami, bo odpowiednie dokumenty poznikały. Wiadomo za to, że kilka dni po całym wydarzeniu, tłumacz trafił do szpitala psychiatrycznego.

Po wylewie wiadomości na temat tej sprawy, do końca grudnia 2013 wszystko ucichło. Rok Jantjie później pojawił się w izraelskiej reklamie śmiejącej się z całej sytuacji mocno krytykowanej przez osoby ze społeczności osób niesłyszących oraz dalej twierdził, że nie zrobił nic złego. W 2019 podejrzewano, że pojawił się w dziwnym wideo tańczącego oficera marynarki, ale szybko zdementowano te plotki.

Czy dalej pracuje w zawodzie? Czy był oszustem czy chorym człowiekiem? Kto był odpowiedzialny za zatrudnienie go? Niestety nie wiadomo, choć wskazywano na to, że Thamsanqa Jantjie pewne powiązania z partia rządzącą w RPA od 1994 roku, ANC, partia zaprzeczała tym doniesieniom.

Nowy skandal z Die Antwoord

Kiedy prowadziłam weekend o RPA na Instagramie u Polki na Obczyźnie wiele pytań dotyczyło zespołu Die Antwoord, czyli Ninji i Yolandi Visser. Jest to wielki muzyczny hit eksportowy RPA. Tutaj nie jest to jednak specjalnie lubiany zespół, mimo że jest rozpoznawalny. Najpierw opowiem wam o nowym skandalu, który wybuchnął w zeszłym tygodniu, potem o tych nieco starszych, a na koniec wyjaśnię skąd brak ekscytacji tym zespołem w ich rodzinnym kraju.

Doniesienia o Die Antwoord jako dysfunkcyjnej rodzinie zastępczej

Die Antwoord zostało rodziną zastępczą chłopca o imieniu Gabriel “Tokkie” du Preez, gdy ten miał 11 lat. Jak to się stało? Fotograf Ben Jay Crossman zrobił chłopcu i jego rodzinie zdjęcie. Tokkie ma niecodzienny wygląd ponieważ cierpi na hipohydrotyczną dysplazję ektodermalną. W związku z tym ma tylko dwa zęby na górnej szczęce i wydawał się Die Antwoord idealnie do nich pasować ze swoim dziwnym wyglądem. Zaczęli odbierać go ze szkoły, zaprosili do udziału w ich teledysku I Fink You’re Freaky. Ponieważ Tokkie pochodził z bardzo biednej rodziny w Johannerburgu, Die Antwoord zostali jego rodziną zastępczą, oficjalnie, by zapewnić mu lepsze życie.

Niestety jak wynika z wywiadu opublikowanego na YouTubie w zeszłym tygodniu, Die Anwtwoord dopuścili się różnego rodzaju nadużyć. Du Preez nie skończył szkoły mieszkając u nich, zamiast tego korzystali z niego jako z taniej siły roboczej. Ninja i Yolandie wmawiali mu też, że był diabłem i namawiali do robienia złych rzeczy np. do nagrania wideo, gdzie obraża swoją biologiczną rodzinę, bo jest biedna. W wyniku tych psychologicznych gierek, chłopiec dźgnął nożem swojego brata. Ninja rzekomo pogratulował mu tego wyczynu.

Zespół namawiał Tokkiego także do brania udziału w okultystycznych rytuałach i pobierali od niego krew, którą w tych rytuałach wykorzystywali. Podczas rytuałów i nie tylko podawali nieletniemu Tokkiemu narkotyki, w tym marijuanę i grzybki halucynogenne. Chłopiec dużo przebywał też w towarzystwie gangsterów. Nie od dziś wiadomo, że Die Antwoord lubi się obnosić znajomościami w kapsztadzkim półświatku.

Jeszcze bardziej niepokojące są jednak oskarżenie o nadużycia seksualne. Zespół miał zmuszać chłopca i jego siostrę do rozbierania się oraz patrzenia na nich, gdy byli nago. Die Antwoord bowiem również przysposobiło siostrę Tokkiego. To właśnie martwienie się o los 14-latki, sprawiło, że Tokkie postanowił wypowiedzieć się publicznie na temat nadużyć ze strony Die Antwoord. Cały wywiad dostępny jest tutaj:

Die Antwoord w tej chwili zaprzecza doniesieniom i ani policja ani prokuratura nic jeszcze z nimi nie zrobili. To pewnie kwestia czasu, biorąc pod uwagę, że fotograf dzięki któremu Die Antwoord poznało du Preeza już potwierdził część zeznań.

Nie można zapomnieć, że nie jest to pierwszy raz, gdy Die Antwoord oskarża się o nadużycia seksualne. Zarzuty o napaść seksualną padły ze strony australijskiej piosenkarki, Zheani Sparkes. Yolandi także była w sprawę zamieszana, bo najpierw znalazła piosenkarkę na Instagramie, a potem pomogła zwabić ją do RPA. Gdy te oskarżenia ujrzały światło dzienne o molestowaniu seksualnym opowiedziała włosko-amerykańska piosenkarka, Jade Carrol. Tę kobietę Ninja miał dotykać w miejscach intymnych mimo jej wyraźnego sprzeciwu. Obydwu paniom Ninja rzekomo powiedział, że podobają mu się, bo przypominają mu jego córkę.

Inne skandale

Skandale są jednym z powodów dla których Die Antwoord nie jest specjalnie lubiane w RPA. Śpiewają w afrikaans, więc ich grupą docelową mogliby być Afrykanerzy. Są oni jednak konserwatywną grupą społeczną, a zespół często żartuje z religii i epatując seksualnością. Poza Afrykanerami zespół podpadł także innym grupom społecznym za:

blackface, czyli udawanie osoby czarnoskórej w teledysku, ale też za trywializację kultury Xhosa i wrzucanie ważnych symboli od tak, do teledysków bez kontekstu

– inne przywłaszczenia kulturowe – elementów kultury biednych ludzi w townships i innych biednych dzielnicach oraz kultury gangsterskiej

– za przekleństwa i wyzwiska uznawane za obraźliwe dla grup społecznych np. kobiet (wszechobecne słowo poes, czyli c*pa) czy osób czarnoskórych (cz*rn*ch)

homofobia – opublikowano wideo, w którym Die Antwoord wyzywa otwarcie homoseksualnego piosenkarza od p*dał*w. Przypominam, że w RPA jest prawna ochrona przedstawicieli społeczności LGBT przed dyskryminacją.

– zachowanie na planie filmu “Chappie” – Die Antwoord rzekomo zniszczyli atmosferę na planie dla całej ekipy do tego stopnia, że już w czasie trwania zdjęć scenarzysta zmienił część scenariusza tylko po to, by współpraca z nimi trwała krócej.

Czemu w RPA nie lubi się Die Antwoord?

To nie tak, że nikt Die Antwoord w RPA nie lubi. Zwraca się uwagę na ich liczne współprace z lokalnymi artystami czy promowanie ich twórczości. Jednak dla ludzi w RPA niespecjalnie jest w nich cokolwiek niezwykłego. Po pierwsze bardzo dużo ludzi rozumie w jakimś stopniu afrikaans, a ich teksty są głupie. Po drugie dźwięk samego afrikaans czy angielskiego z akcentem afrikaans, tak atrakcyjny dla zagranicznej publiczności, jest tu bardzo powszechny. Po trzecie są te wszystkie kontrowersje i nawet fajna nuta, nie pomoże, jeśli uważasz, że teledysk danego zespołu osobiście Cię obraża.

Myślę, że to trochę tak jak z Rammsteinem, który jest dużo bardziej popularny za granicą niż w Niemczech. W innych krajach podoba się industrialne brzmienie z niemieckim, a tekstu ludzie nie rozumieją. Sama jestem fanką tego zespołu, ale ich angielskiego albumu nigdy nie słucham, bo trochę żenła. Tak samo Die Antwoord, momentami nawet przy moim poziomie afrikaans jest nie do przełknięcia. Dam wam refren jednej z piosenek:

Wat kyk jy? – Na co się patrzysz?

Refren:

Wat kyk jy? (Fokof!) – Na co się patrzysz? (Spierd*laj!)

Wat kyk jy? (Poes!) – Na co się patrzysz? (C*pa!)

Wat kyk jy? (Fok jou!) – Na co się patrzysz? (Pi*erdol się!)

Wat kyk jy? (Jou naai!) – Na co się patrzysz? (J*biesz się!)

I to wszystko x 2 jakby ktoś nie zrozumiał wzniosłego przekazu piosenki 😀

Czy macie prawo lubić Die Antwoord? Jasne, bez kontekstu kulturowego łatwo się zafascynować tych ich popową papką w teledyskach, nuty nie są złe. Tylko szkoda, że nie są bardziej jak Stromae, który głośno mówi o swoich inspiracjach. Die Antwoord sobie bierze, co chce z kultur(y) RPA, ale też nigdy w wywiadach nie mówimy na ten temat niczego ciekawego, tak, żeby ktoś się mógł zainteresować. Nikomu niczego też nie przypisują, jakby sami wszystko wymyślili. Dla mnie to poza wszystkim innym totalnie zmarnowany potencjał ich pozycji.

Nie uważam, że artystę trzeba łączyć z jego zachowaniami w życiu prywatnym. Od oceny przestępstw jest sąd i jeśli Die Antwoord popełnili zbrodnie i faktycznie znęcali się nad tymi dziećmi to mam nadzieję, że poniosą konsekwencje. Sprawa o napaść seksualną ze strony Ninji też nie zniknęła – jeśli pojedzie do Australii to będzie musiał liczyć się z konsekwencjami prawnymi tej wizyty, bo wspomniana wyżej artystka złożyła zawiadomienie na policję.

A wy co myślicie o tej sprawie? Lubicie Die Antwoord? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Parlament w ogniu

Stało się! RPA trafiło na pierwsze strony światowych gazet. Gdy płonęła nam uniwersytecka biblioteka z unikatami i hektary lasu w środku miasta mało które światowe media to interesowało. Podobnie jest z różnymi osiągnięciami czy innymi pozytywnymi wydarzeniami. Na polskie media możecie jednak liczyć, gdy kogoś tutaj ugryzie w genitalia kobra lub właśnie, gdy w ogniu stanie parlament.

Jeśli te media to już trochę wiecie, ale ja przygotowałam nieco dokładniejszą notkę zestawiającą wszystko co wiadomo na temat tego bezprecedensowego wydarzenia. Co się stało, jak to się stało i kto jest winny? Niestety nie dowiecie się tego dziś, bo nie wszystko jest jeszcze jasne. Na jaw wyszło jednak sporo żenujących zaniedbań związanych z tą sytuacją i inne kwiatki.

Co wiadomo na pewno

Około 5 nad ranem 2 stycznia straż pożarna otrzymała zgłoszenie, że parlament się pali. Mimo że odpowiednie służby zareagowały bardzo szybko, płomienie rozprzestrzeniały się jeszcze szybciej. Pożar momentami wydawał się ugaszony, a potem rozpalał się na nowo. W rezultacie całkowicie ugaszono go dopiero trzeciego dnia, czyli 4 stycznia.

W pożarze nie ucierpieli żadni ludzie, natomiast budynek jest w bardzo złym stanie. Parlament był piękną budowlą w centrum miasta. Części tego budynku powstały już w 1884 roku, inne dobudowano później. Pomijając już znaczenie polityczne tego miejsca, po prostu szkoda kawałka historii. Ze względu na zniszczenia nadchodzące coroczne przemówienie prezydenta tzw. SONA odbędzie się w tym roku w ratuszu w Kapsztadzie.

Informacje o pożarze były niepokojące, ale niemal natychmiast aresztowano osobę podejrzaną o podpalenie budynku. Sprawę przejęły służby specjalne zajmujące się przestępczością priorytetową. Mężczyzna pojawił się już w sądzie i początkowo przyznał się do winy. To jednak nie koniec tej historii.

Zeznania pod przymusem?

Początkowo wszystko wyglądało pięknie. Podejrzanego ujęto bardzo szybko, gdy wyślizgiwał się z płonącego budynku. Okazał się zwykłym bezdomnym mężczyzną, jakich pełno w tych okolicach. Bezdomność w Kapsztadzie to olbrzymi problem i zdecydowanie temat na osobną notkę. Wracając do głównego wątku – skoro facet się przyznał to chyba wszystko jest cacy, nie?

Nie zdaniem jego prawnika. Na Zandile Mafe (jak widzicie prasa się tu nie bawi w żadne Zandile M. i inne takie) podobno wymuszono zeznania i jest on kozłem ofiarnym, którego znaleziono by ukryć zaniedbania rządu. Mężczyzna rzekomo miał przy sobie laptopa, dokumenty parlamentarne i materiały wybuchowe, ale materiał dowodowy nie został przedstawiony w sądzie. Oskarżonego podobno nie zapoznano także z jego prawami przed aresztowaniem i przesłuchaniem.

Rodzina oskarżonego uważa, że jest on niewinny. Z tą opinią zgadza się też sporo osób na Twitterze. Teraz już sam oskarżony tez twierdzi, że jest niewinny. Daleko mi do wysuwania teorii spiskowych, ale możliwe, że służby specjalne pospieszyły się z wyciąganiem wniosków. Najważniejsze to pamiętać, że dotychczasowe dowody obciążające to nie ostateczny wyrok. Mężczyznę czeka normalny proces, zanim zostanie podjęta decyzja na temat jego winy lub niewinności.

Żenujące zaniedbania

Zdjęcie wnętrza parlamentu ze wstępnego raportu

Czemu ludziom spodobała się teoria, że rząd próbuje zrobić z Mafe kozła ofiarnego? Najprawdopodobniej dlatego, że rządowi pewnie rzeczywiście byłoby na rękę, aby szybkim aresztowaniem winnego odwrócić uwagę od żenujących zaniedbań, które sprawiły, że pożar był aż tak mało łaskawy dla budynku parlamentu. Zwykły zbieg okoliczności łatwo podpisać pod teorię spiskową, gdy nastroje społeczne i tak nie są najlepsze, a zaufanie do rządu niskie.

Pisząc o tych niedociągnięciach, aż mnie skręca z żenady. Chyba należy mi się w końcu stały pobyt, skoro wstydzę się już za tutejsze wtopy. No, ale nie ważne, lecimy z tym koksem. Zgodnie ze wstępnym raportem dopuszczono się następujących zaniedbań:

– Instalacje tryskaczowe nie zadziałały. Nie przeprowadzono ich planowego przeglądu w lutym zeszłego roku.

– System przeciwpożarowy był i działał, ale nie wiadomo czy był wystarczający, a zniszczenia uniemożliwiają ustalenie tego. Wiadomo za to, że nie aktywował się na długo od wybuchu pożaru.

– Niezgodnie z przepisami drzwi przeciwpożarowe były otwarte, czyli nie mogły pomóc w zatrzymaniu ognia. Sprawiło to, że schody przeciwpożarowe były pełne dymu.

Poza tym raportem okazało się też, że ochroniarze nie byli tego dnia w pracy. W grudniu zeszłego roku podjęto decyzję o cięciu kosztów i zdecydowano się nie płacić za nadgodziny ochroniarzy. Oznaczało to, że nie pracowali oni w weekendy. Przed parlamentem zawsze stoi policja, ale nie monitoruje tego, co się dzieje w środku. Kolejna niespodzianka to to, że budynek nie był ubezpieczony. Może to oznaczać wydatek w wysokości miliarda randów dla podatników.

Prawie biblijne plagi – szczury, żaby i węże

Jakby problemów parlamentarzystów było mało, od końca grudnia uskarżają się oni na niemal biblijne plagi w wioskach parlamentarnych. Ze względu na to, że rzekomo przez ponad rok nie ścinano traw w okolicach tych wiosek zaczęły pojawiać się szczury, żaby i węże. O ile te dwa pierwsze typy zwierząt są może nieprzyjemne, o tyle węże w mojej prowincji potrafią być niebezpieczne. Na temat strasznych i niebezpiecznych stworów tutaj napisałam nawet całą notkę. Minister Prac Publicznych, Patricia de Lille zgodziła się na rozłożenie trutek na szkodniki w jednej wiosce parlamentarnej, ale zaprzecza, że ten sam problem pojawił się w innej.

Podsumowanie

Czy Zandile Mafe jest niewinny czy nie, dowiemy się zapewne w ciągu najbliższych kilku tygodni, bo jest to sprawa priorytetowa. Niezależnie od werdyktu przebieg całej sytuacji wynikał w dużej mierze z licznych zaniedbań w kwestiach bezpieczeństwa. W corocznym przemówieniu prezydenta w lutym zapewne pojawi się ten wątek.

Ktokolwiek podpalił parlament na pewno nie żywi ciepłych uczuć do obecnego rządu, a biorąc pod uwagę czas wydarzenia, możliwe, że wiedział o dziurach w systemie bezpieczeństwa. A wy stawiacie na teorię spiskową, winę bezdomnego mężczyzny czy jeszcze na coś innego? Dajcie znać w komentarzach.

Kontrowersyjne badania sejsmiczne Shella na wybrzeżach RPA

Plan na dzisiejszy post był zupełnie inny, ale nie mogłam ominąć gorącego tematu badań sejsmicznych na wybrzeżach RPA w celu znalezienia złóż ropy i innych. W kraju od kilka tygodni mamy z ich powodu protesty aktywistów. Nawołują oni też do bojkotu Shella jako dystrybutora paliw. O co ten krzyk? Już tłumaczę!

Zgoda na badania sejsmiczne

Zgoda na badania sejsmiczne Shella na wybrzeżach RPA została wydana w 2014 roku przez departament surowców mineralnych. Jest to zgodne z przepisami, aczkolwiek niektórzy twierdzą, że ten departament nie ma odpowiedniej wiedzy do wydawania takich decyzji. Zdaniem aktywistów decyzjami, które mogą wpłynąć na środowisko naturalne powinien zajmować się departament leśnictwa, rybołówstwa i środowiska.

Potencjalne zagrożenie dla środowiska

Wbrew pozorom nie ma jasnych badań dotyczących wpływu badań sejsmicznych na środowisko. W najbardziej wyważonym artykule, który czytałam na ten temat, jasno widać, że na dwoje babka wróżyła. Nie ma rzetelnych badań udowadniających ani, że obawy aktywistów są uzasadnione ani że na pewno nie są.

Delfiny i wieloryby to rzeczywiście zwierzęta wrażliwe na dźwięki. Teoretyzuje się, że te badania mogą mieć wpływa na ich ogólne zachowania, również te migracyjne. Badania sejsmiczne Shella przeprowadzane są teoretycznie poza tzw. sezonem na wieloryby, ale te zwierzęta można w mniejszym lub większym stopniu spotkać na wybrzeżach RPA zawsze.

Dodatkowo te wody były do tej pore w znacznej mierze wolne od takich aktywności. Wydobycie ropy, jeśli zostanie znaleziona, może zakłócić homeostazę środowiska naturalnego. Kolejnym powodem do obaw, jest potencjalny rozlew ropy, przy próbach wydobywania jej. RPA jest też krytykowane za pozwolenie na takie działania, w czasach gdy wszyscy powinniśmy skupić się na źródłach energii odnawialnej.

Co mówią aktywiści

Aktywiści martwią się z wyżej wymienionych powodów. Niestety ich retoryka jest często oparta na przekłamaniach. Dla przykładu, wykorzystują zdjęcia wielorybów na plażach, twierdząc, że to efekt badań sejsmicznych. To zjawisko jest łączone z działaniem sonarów morskich, a nie przyrządów używanych do badań sejsmicznych.

Mimo to możliwe jest, że osoby walczące o ochronę środowiska mają rację… niestety nie do końca mają na to dowody. Nie są oni też skorzy do zaakceptowania jakiegokolwiek kompromisu jeśli chodzi o interes kraju w trudnej sytuacji ekonomicznej. Shell będzie przecież stosował się do wytycznych, przeniósł nawet strefę badań od chronionych wód o 3 km dalej niż wymagają tego przepisy. Aktywistów to nie interesuje. Ich zdaniem wód po prostu nie należy dotykać i tyle.

Czy takich aktywistów się lubi czy nie, trzeba pamiętać, że odgrywają oni ważną rolę w walce o środowisko. Firmy takie jak Shell interesują głównie pieniądze. Nie od dziś wiadomo, że wielkie koncerny często ignorują wpływ na ludzi czy środowisko naturalne, a nawet ukrywają to, co wiedzą, że jest szkodliwe. Dobrze jest więc przyjrzeć się argumentom obydwu stron i zdecydować kto ma racje na postawie faktów.

Co zdecydował sąd

Planowo badania sejsmiczne Shella, miały zacząć się pierwszego grudnia. Grupy zajmujące się ochroną środowiska, w tym Greenpeace, pozwały jednak Shella. W związku z tym rozpoczęcie prac przesunięto, czekając na decyzję sądu. Shell podkreślał, że działa w granicach prawa i że te badania są dość standardowe. Aktywiści mówili za to o możliwych strasznych konsekwencjach tych badań dla stworzeń morskich i nie tylko. Sąd najwyższy zdecydował, że nie ma dowodów potwierdzających ich teorie i są to spekulacje. Aktywiści przegrali, ale zapowiadają, że to jeszcze nie koniec walki. Ich zdaniem Shell nie ma odpowiedniej zgody od organów chroniących środowisko.

Pożar magazynu UPL

Podczas gdy ewentualne szkody dla środowiska związane z działaniami Shella stoją pod znakiem zapytania, RPA wciąż nie uprzątnęło bałaganu po jednej z największych katastrof chemicznych w historii RPA. Podczas lipcowych zamieszek podpalono magazyn chemiczny UPL. Przez prawie dwa tygodnie po pożarze ludzie mieszkający w okolicach skarżyli się na toksyczny zapach unoszący się w powietrzu. Toksyczne substancje trafiły też do wody. Pierwsze raporty na ten temat już opublikowano, ale dokładne dane nie są jeszcze potwierdzone. To że mnie ta katastrofa ominęła pokazuje, że nie mówiło się o niej wcale tak dużo. Poinformował mnie o niej Eth, polski YouTuber mieszkający w Durbanie.

Omicron i ban na RPA oraz inne kraje w regionie

24 listopada naukowcy z RPA wykryli nowy wariant koronowirusa nazwany omicronem lub B.1.1.529. W związku z tym odkryciem naukowcy dostali taką piękną nagrodę, że ich kraj, a także ileś innych krajów w regionie (Namibia, Eswatini, Zimbabwe, Bostwana, Angola, Mozambik, Malawi, Zambia i Lesotho) zostały zbanowane przez wiele krajów takich jak UK, USA, Australia, Japonia, Kanada czy cała Unia Europejska. Zakaz dla podróżujących z tych krajów był niemal natychmiastowy, w tym zawracano ludzi na granicach.

Dlaczego to RPA odkryło mutację?

RPA odkrywa już drugą mutację, bo jest dobre w te klocki i ma zaawansowane technologie jeśli chodzi o sekwencjonowanie genomów. Świetni wirusolodzy w kraju to między innymi wynik doświadczenia wielu lat walki z gruźlicą i HIV/AIDS.
Nowa mutacja koronawirusa nie pochodzi z RPA, tylko w RPA została pierwszy raz wykryta. W momencie banów było już wiadomo, że mutacja omicron, nie występowała tylko w RPA, bo jej nosicielem był też Belg, który wrócił z podróży do Egiptu. W stosunku do Egiptu nie zastosowano jednak restrykcji. To samo dotyczyło Hong Kongu, gdzie również znaleziono nosicieli.

Co oznacza zawieszenie lotów do RPA?

W RPA trwa właśnie sezon turystyczny, którego szczyt przypada na grudzień. Jest to olbrzymia strata dla kraju, który do tej pory bardzo ucierpiał przez pandemię. Turystyka jest olbrzymią gałęzią przemysłu tutaj. RPA znajdowało się na czarnych listach wielu krajów, nawet przed wykryciem tej mutacji. Nie miało to nic wspólnego z ilością przypadków, bo gdy w Europie panoszyła się już czwarta fala, RPA miało właśnie czas małej ilości zakażeń między falami. Dla przykładu UK zdjęło RPA z listy krajów, z których nie można było podróżować dopiero w październiku.

Kara za stosowanie się do protokołów?

RPA czuje się ukarane za stosowanie się do protokołów dotyczących informowania o mutacjach. Pamiętajcie, że kraje, o których wspominam nie zwiększyły ostrożności w stosunku do RPA i innych krajów regionu np. narzucając dodatkowe testy czy kwarantannę tylko od razu zakazały lotów. To uderza w turystykę, biznes, ale też ich w zwykłych ludzi, którzy mają rodzinę za granicą albo właśnie stracili pieniądze wydane na wakacje życia. Nie mówię tu nawet o tych, którzy utknęli za granicą czy w podróży.

Przekaz dla innych krajów

Zastanówmy się, jaki ta cała sytuacja daje przekaz innym krajom, zwłaszcza tym biedniejszym, które bardzo polegają na turystyce. Myślicie, że chętnie poinformują inne kraje o odkrytej mutacji patrząc jak z RPA i innych krajów w regionie zrobiono kozła ofiarnego? Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy RPA zostaje w ten sposób ukarane. To tak naprawdę powtórka z rozrywki i wariantu beta z 2020 roku. Wtedy po tyłku za ogłoszenie szczepu dostało się też Brazylii. Podobna sytuacja była z Indiami w kontekście warianta delta.

Szczepionki i mutacje

To prawda, że kraje z niższymi statystykami zaszczepionych osób są bardziej podatnym gruntem na mutacje wirusa. Tu znowu pojawia się problem nierówności na świecie. Bogate kraje miały umowy na szczepionki podpisane już w lipcu 2020, a te biedniejsze pozostały daleko w tyle. Jeśli “pierwszy świat” nie chce mutacji, to musi zacząć myśleć nie tylko o czubku własnego nosa. Karanie krajów za brak dostępu do szczepionek mimo chęci jest nieetyczne. Nikt nie kara aktywnych antyszczepionkowców, którzy są współodpowiedzialni za zwiększanie prawdopodobieństwa mutacji, nie mówiąc już o zabieraniu miejsc w szpitalach.

I co teras?

Zobaczymy. Olbrzymie straty finansowe poniesione przez kraje w regionie to na pewno. Dodatkowo nawet jeśli te bany zostaną zniesione trochę potrwa odzyskanie zaufania społecznego do tych kierunków. Ale kogo to obchodzi? Kraje tzw. pierwszego świata, których bogactwo pochodzi przecież w dużej mierze z eksploatacji krajów afrykańskich, zrobiły zagrywkę polityczną pokazując, że reagują szybko i dla nich wszystko jest cacy.

Zamieszki w RPA w lipcu 2021

7 lipca 2021 aresztowano byłego prezydenta RPA, Jacoba Zumę. Powodem aresztowania było to, że prezydent nie pojawił się, gdy miano przyglądać się zarzutom m.in. korupcji w czasie jego prezydentury. Za obrazę sądu skazano go na 15 miesięcy więzienia. Drobne, lokalne protesty zwolenników Zumy zaczęły się już w czerwcu. Dopiero w lipcu Sąd odrzucił apelację, co doprowadziło do aresztowania.

W dniu aresztowania prezydenta rozpoczęły się protesty na większą skalę i zamieszki, głównie w prowincji KwaZulu-Natal. Szybko rozniosły się do sąsiedniej prowincji Gauteng. Początkowo wyglądały one niegroźnie, ale przybrały na sile. Mimo wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych nikt nie był przygotowany na taki tragiczny rozwój sytuacji – niszczenie, kradzieże i podpalenie na olbrzymią skalę. Ludzie nie wiedzieli, co się dzieje, bali się także w innych prowincjach. W końcu zaczęło wychodzić na jaw, że to wszystko nie było spontaniczne.

W rezultacie były to największe zamieszki od czasu zakończenia apartheidu. Jak zwykle w RPA, wszystko jest dość skomplikowane więc postaram się wam wyjaśnić w skrócie co się stało i co do tego doprowadziło.

Kontekst etniczno-polityczny

Rządząca partia nazywa się ANC i to z jej ramienia prezydentami zostali aktualny prezydent Cyril Ramaphosa i były prezydent Jacob Zuma. Były prezydent wciąż ma jednak w tej partii spore poparcie, zwłaszcza w prowincji KwaZulu-Natal. Frakcjonowanie partii to także ważny powód, czemu do tragedii doszło akurat w tej prowincji. Najważniejsze jest jednak to, że Zuma był populistą i “człowiekiem z ludu” no i wiele osób, zwłaszcza młodych i biednych dalej bardzo go lubi. Dodatkowo prezydent Zuma ma dość duże poparcie w tej prowincji ze względów etnicznych. Jest on Zulusem, a sama nazwa tej prowincji tłumaczy się jako “miejsce Zulusów”. Mimo że król Zulusów potępiał te zamieszki, a Zuma stracił część poparcia Zulusów w czasie swojej prezydentury, nie można o tym nie wspomnieć.

Domniemane grzechy prezydenta Zumy są liczne i przedstawiono mu wiele zarzutów. Według przeciwników byłego prezydenta, oskarżenia są uzasadnione i skazanie go za przestępstwa popełnione podczas prawie 10-letniej prezydentury jest symbolem praworządności państwa. Sam Zuma, a zanim jego zwolennicy, twierdzi natomiast, że zarzuty wobec niego są upolitycznione i fałszywe. W lutym mówił, że nie boi się więzienia, a powołaną komisje porównywał do takich z czasów apartheidu. Tak, żeby dam wać kontekst porównania do apartheidu to trochę tak jak porównywanie do komuchów, ZOMO i podobnych w Polsce.

Poza sprawami politycznymi etnicznymi, w RPA jest oczywiście frustracja spowodowana ponad rokiem pandemii. Kraj miał nawet przedtem duże bezrobocie i problemy gospodarcze. Gdy pod pretekstem politycznym różne osoby rozpoczęły więc nawoływanie do protestów, zamieszek, kradzieży i niszczenia nie było ciężko o posłuch. Zwykli przestępcy także szybko zauważyli okazję wzbogacenia się.

Inne sfrustrowane osoby, ale także całkiem dobrze usytuowani obywatele przyłączyli się do kradzieży. Tym zajęła się policja, a tymczasem osoby podżegające ukierunkowały zwolenników w kierunku niszczenia miejsc strategicznych dla infrastruktury. Kto i co dokładnie będzie wiadomo dopiero za jakiś czas, ale aresztowano ileś osób za podżeganie zamieszek. Wiadomo, że idzie to dość wysoko i że zaangażowani byli też pewni funkcjonariusze bezpieczeństwa wyższej rangi. Agencja bezpieczeństwa wewnętrznego miała też pewne sygnały na temat planowanych zamieszek zanim się zaczęły.

Efekty zamieszek

Zamieszki trwały prawie tydzień z mniejszym i większym nasileniem. W prowincji Gauteng i w Johannesburgu opanowano je stosunkowo szybko. Natomiast prowincja KwaZulu-Natal bardzo ucierpiała. Najbardziej dostało się stolicy prowincji, 3 milionowemu miastu Durbanowi. Gdy piszę to dziś w niedzielę, niektórzy ludzie tam dalej nie mają dostępu do jedzenia, paliwa i innych podstawowych produktów, bo sklepy i magazyny ogołocono. W kraju organizowane są zbiórki, aby dostarczyć ludziom to, co potrzebują. Podczas zamieszek zamknięto też punkty szczepień, a i tak mieliśmy duże opóźnienie z różnych przyczyn.

Poniżej podaje zniszczenia za prezydentem Ramaphosą, który ponownie przemówił do narodu w sobotę.

– Zginęło co najmniej 212 osób – 180 w KZN, 32 w Gauteng

– Aresztowano ponad 2500 osób

– poważne zniszczenia odnotowano w 161 galeriach handlowych, 11 magazynach, 8 fabrykach i 161 miejscach sprzedających alkohol (przypominam, że teraz jest prohibicja alkoholowa)

– poniszczono drogi i inną infrastrukturę


Koszty finansowe są olbrzymie, mówimy o miliardach randów. Koszt społeczny jest nie do oszacowania. Tak jak mówiłam ludzie byli przerażeni, zwłaszcza w Durbanie, gdzie po prosty rozwalano, palono i kradziono przez tydzień. Ja wiem, że ludzie mają różne wyobrażenie o RPA, ale od upadku apartheidu to był stosunkowo stabilny kraj. Tak, ma swoje problemy, nawet duże z przestępczością, ale to jest przestępczość taka nie wiem, codzienna. Nic podobnego do tych zamieszek się tu nie wydarzyło i ludzie są wstrząśnięci… choć nie wszyscy zdziwieni.

Można liczyć tylko na siebie?

Kolejny problem, który się uwydatnił w czasie tych zamieszek, to to że niektórzy cywile są zmilitaryzowani. Ogólnie życie w RPA uczy, że nie do końca można liczyć na rząd. Wynika to ze słabych świadczeń społecznych i innych kwestii. Jest to smutne i nie zawsze prawdziwe, ale tak uważa wiele osób. Ludzie polegają więc głównie na rodzinie, społeczności i sobie.

W czasie tych zamieszek, niektórzy zaczęli brać na siebie rolę służb porządkowych, które nie dawały rady. Pojawiły się patrolujące grupy cywilów (często uzbrojone w to co mieli pod ręką…albo broń) czy zorganizowanie grupy ludzi broniących sklepów i biznesów sąsiadów. Nawet transport publiczny przyłączył się do obrony przed atakującymi. No i wszystko byłoby fajne, gdyby nie to, że branie spraw w swoje ręce, zwłaszcza przez uzbrojonych cywilów to dość niebezpieczny trend.

Rząd już dawno uważał, że ta militaryzacja obywateli była czymś z czym należy walczyć. Od dłuższego czasu pracowano nad ustawą o zaostrzeniu zasad na posiadanie broni, planowano jej uchwalenie już niedługo. Tak jak mówię to wrażenie, że komuś potrzebna broń do tej pory była to raczej obsesja w głowach niektórych ludzi. Niestety po tych wydarzeniach w mniemaniu tych osób posiadanie broni będzie jeszcze bardziej uzasadnione.

Na szczęście, ten duch pomocy i niezależności w społeczności potrafi być też bardzo pozytywny. Ludzie dbali nie tylko o jedzenie dla siebie, ale i dla sąsiadów. Wszyscy informowali się o przebiegu zdarzeń, aby inni unikali niebezpiecznych miejsc. No i oczywiście, gdy zamieszki już ucichły ludzie wspólnie sprzątali ulice i pomagali naprawiać szkody. Zawsze podkreślam, że tę gotowość do pomocy bardzo lubię w mieszkaniu w RPA. Nie ma znaczenia, czy złamaliście sobie nogę w drodze na siłownię (true story!) czy ktoś wam zdemolował sklep. Ludzie zawsze podają tu w różnych sytuacjach rękę.

Oni po nas przyjdą

No właśnie, co jest w głowach niektórych ludzi, że tak bardzo chcą mieć ta broń? Przekonanie, że “oni po nas przyjdą”. Nie wiem, czy ktoś z was oglądał serial Mroczny Turysta na Netfliksie? W każdym razie w 7 odcinku dziennikarz prowadzący wybiera się m.in. do RPA. Tu rozmawia z białymi Afrykańskimi ekstremistami aktywnie przygotowującymi się na “ewakuację”, robiąc sobie cotygodniowe ćwiczenia. Przygotowują się na czas, który ich zdaniem przyjdzie prędzej czy później, czyli gdy osoby czarnoskóre “przyjdą” po białych.

Ci ludzie to skrajny przypadek i żyją obsesją, ale wiele ludzi w RPA ma do pewnego stopnia podobne przekonanie, że muszą być przygotowani “na wszelki wypadek”, bo “nie wiadomo, co się stanie”. To są głównie osoby białe i raczej Afrykanerzy, ale nie tylko. To bardzo krzywdzące przekonanie, bo taki podział na “oni” i “my” dla mnie jest w ogóle absurdalny w takim różnorodnym etnicznie kraju. Nie ułatwia to napraw społecznych po latach wzmacniania podziałów rasowych i etnicznych przez apartheid. Łatwo też się tu dopatrzeć uprzedzeń rasowych, ale cóż… Niestety niektórzy myślą właśnie w taki sposób i zazwyczaj usłyszycie to tylko w prywatnych rozmowach.

Podejrzewam, że wiele takich osób czuło, że te zamieszki to znak, że ta “apokalipsa” właśnie się zaczyna. To kolejny problem i podział, który zapewne teraz po tych zamieszkach się uwydatni. Myślę, że kiedyś opowiem wam więcej na temat tej obsesji, bo jest ona częścią niepokojącego trendu. Jest to np. coś, co ludzie z RPA często wspominają za granicą, budując dość skrzywiony obraz tego państwa w oczach innych.

Co teraz?

No teraz to będzie masa problemów. Biznesy trzeba odbudować, należy wypłacić odszkodowania, znaleźć winnych, dokonać zmian w służbach bezpieczeństwa… To wszystko potrwa. Wielu ludzi zostało bez pracy, inni bez źródeł dochodu, na które pracowali całe życie. Myślicie, że turyści chętnie przyjadą teraz do Durbanu i okolic w najbliższym czasie? To kolejny cios w lokalną gospodarkę i turystykę.

Trauma po tych wydarzeniach też nie będzie łatwa do przepracowania. Ja byłam 1000 kilometrów od tych wydarzeń, a i tak czuję poza smutkiem irracjonalny strach. Jestem w szoku, że coś tak okropnego mogło się wydarzyć. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę kontekst pandemii, polityczny i regionalny… No ale nie wiem, jak myślicie, że byście się czuli, mieszkając w Krakowie, gdyby ktoś zorganizował systematyczne rozwalanie i podpalanie Gdańska?

Rząd już zapowiedział pracę nad strategią obrony na takie sytuacje. Poza włączeniem do akcji wojska nie było tak naprawdę żadnego planu. Nie wiem czy można użyć innego określenia w stosunku do ludzi, którzy to zorganizowali niż terroryzm. Najbardziej jak zawsze ucierpią osoby biedne np. te, których nie było stać na wykupienie ubezpieczenia albo takie, których miejsce pracy zniszczono. Jest to ciężki czas dla całego kraju, ale wierzę, że zostaną z tego wyciągnięte wnioski i nic takiego już się nie powtórzy.

Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do komentowania.