Jak (mi) się żyje w RPA

Na to, że żyję w RPA słyszę różne reakcje. Od oskarżeń o permanentne wakacje do zdziwienia, przez sympatyczną ciekawość, po pytania jak mogę w takim kraju żyć (często opartego na stereotypach). Dzisiaj więc rzucę trochę światła na to jak faktycznie w RPA żyje się mi i osobom, z którymi mogę się porównywać. Natomiast pamiętajcie, że to jest doświadczenie kogoś z tak zwanej klasy średniej, bo w RPA jest wielkie zróżnicowanie i żyją ludzie bardzo biedni i bardzo bogaci.

Praca – zarobki i rynek pracy

O pracę jest w RPA ciężko z bezrobociem w wysokości 30%. Im wyższe wykształcenie, tym większe szanse na zatrudnienie, ale zarobki bardzo się różnią w zależności od ukończonych studiów. Najlepiej żyje się ludziom ze zdolnościami technicznymi albo po kierunkach ścisłych. Dla humanistów po studiach zarobki zaczynają się w okolicach 10-15 tysięcy randów (2,5-4 tysiące złotych) w Kapsztadzie. W Durbanie byłoby to mniej, a w Johannesburgu więcej, ale jest to adekwatne do cen. Nie mówcie jednak, że całkiem całkiem, zanim nie dojdę do części o kosztach życia 😉

Dla humanistów na tym poziomie kończą się zarobki. W wielu firmach jest inflacyjny wzrost co roku, ale ogólnie możliwości podwyżkowe są dość ograniczone. Z tego powodu dużo zdolniejszych osób skacze po firmach, każda kolejna oferuje trochę więcej. Możliwości w danej firmie to zazwyczaj dwie ścieżki – albo kierownictwo albo zasiedzenie, gdy po latach zaczynają dochodzić jakieś bonusy. Można się też zarzynać pracą dodatkową albo płatnymi nadgodzinami (jeśli firma oferuje). Przy kompetencjach miękkich wyjątkiem jest szerokorozumiana turystyka, gdzie można (było) naprawdę nieźle zarabiać.

Warunki zatrudnienia różnią się od firmy do firmy. Według prawa pracownikowi należy się 15 dni płatnego urlopu rocznie, oczywiście poza weekendami i świętami. Urlop macierzyński to 4 miesiące urlopu BEZPŁATNEGO, urlop tacierzyński 10 dni tego samego. Wiele firm oferuje kobietom lepsze opcje, ale przy rezygnacji z pracy za szybko po powrocie zdarza się, że za ten macierzyński trzeba zwrócić pieniądze. Chorobowego standardowo przysługuje człowiekowi 10 dni rocznie albo 30 dni przez trzy lata (można to sobie różnie rozłożyć).

Znalezienie pracy bardzo często odbywa się przez znajomości. Firmy mają prawo do tzw. wewnętrznego poszukiwania kandydatów i za polecenie osoby, która się sprawdzi można nawet dostać dobry hajs. Rekruterzy spoza firmy są bardzo ostrzy i trochę jak roboty. Np. raz nie przeszłam nawet pierwszej rundy do pewnej firmy przez rekrutera, ale na to samo stanowisko ktoś mnie polecił i pracowałam u nich trzy tygodnie później.

Taki system to jest oczywiście koszmar dla imigrantów, bo na początku znajomych nie masz. Ogólnie szukanie pracy bez stałego pobytu graniczy w tej chwili z niemożliwością, nie ma znaczenia, czy jesteś małżonkiem obywatela RPA czy ot tak sobie szukasz. Poza zatrudnianiem ludzi z bardzo określonymi kwalifikacjami lub na wysokich stanowiskach, żadnemu pracodawcy się nie chce bawić w wizy. Gdy przyjechałam, nie było aż tak źle. W tej chwili prowadzę własną działalność gospodarczą. Trochę bo chcę, a trochę bo nie mam wyboru.

Styl życia

Styl życia to jest moja ulubiona część życia w RPA. Dużo się wychodzi ze znajomymi do “lepszych” restauracji czy na różne wydarzenia kulturalne i w stosunku do nawet takich humanistycznych zarobków jest to bardzo do ogarnięcia. Ludzie z mojego pułapu zarobkowego są też aktywni, chodzą na wspinaczki górskie, ćwiczą, biorą udział w różnych aktywnościach fizycznych. I najlepsze – jest też spore zaangażowanie społeczne we wszelkiego rodzaju projekty.

W Kapsztadzie jest mega, bo jest i ocean i góry i fajne markety i restauracje i teatry i w ogóle. ALE nie da się mimo wszystko porównać życia kulturalnego tutaj z tym, które miałam w Warszawie. Tam jest więcej teatrów, festiwali filmowych i różnych innych. Żeby być w centrum kulturalnym tutaj musiałabym przeprowadzić się do Johannesburga, którego nie lubię z innych powodów.

Ludzie w RPA są mili i pomocni. Jeśli coś ci się stanie, zaraz ktoś przybiegnie z pomocą. Czasem ktoś się do Ciebie uśmiechnie na ulicy bo tak, albo podejdzie i powie ci coś miłego. Może to nie wydaje się jakąś wielką rzeczą, ale naprawdę zmienia jakość życia. Jak pięć (?) lat temu pojechałam do Polski to byłam w szoku jacy niesympatyczni są ludzie w takich normalnych, codziennych sytuacjach.

Bezpieczeństwo

O bezpieczeństwie dla turystów pisałam osobno. Życie codzienne jest inne od wycieczki na dwa tygodnie, więc nie ma co się sugerować codziennymi doświadczeniami ludzi. Martwienie się o bezpieczeństwo to po prostu coś, co jest takim dodatkowym filtrem nałożonym na mózg, którego się po pewnym czasie nie zauważa. To normalne przeanalizować jakiś plan pod kątem “a czy to jest aby bezpieczne”, nawet jeśli ten plan to po prostu powrót samochodem od znajomych samej o północy.

Na pewno brakuje mi łażenia na piechotę po zmroku, bo tu zazwyczaj zaczyna się robić pustawo. Najbardziej widać to w zimie, kiedy o 19 jest prawie totalna pustka na chodnikach poza centrami handlowymi czy miejscami, gdzie ludzie chodzą wieczorem. Ja chodziłam sama nawet do 22, kiedy nie było mnie stać na taksówkę, ale nigdy nie czułam się bezpiecznie.

Bezpieczeństwo trzeba też brać pod uwagę przy wynajmie czy kupnie, gdy wybiera się dzielnice. Dodatkowo dom czy mieszkanie trzeba zabezpieczyć tak, jak zabezpieczają go sąsiedzi. Np. jeśli wszyscy wokół Ciebie mają ogrodzenie elektryczne, należy w nie zainwestować. Czemu? Bo inaczej twój dom będzie się rzucał w oczy włamywaczowi. Przy wyjeździe na wakacje, ludzie często opłacają osobę, która po prostu mieszka w ich domu. Dom pozostawiony bez opieki to też coś, czego wyczekują włamywacze.

Sprawy społeczne

Biedę widać prawie wszędzie, przemieszaną z bogactwem i nowoczesnością. Każdy ma inną wrażliwość, ale mi na to bardzo ciężko patrzeć. Mimo że pomagam zawsze czuję, że pomagam za mało. O biedzie w RPA jednak wie każdy więc opowiem o czymś innym, czyli o różnorodności. Ze względu na wiele mniejszości naprawdę fajnie się tu żyje. To, że ktoś może być inny niż ty, jest po prostu normą. W pracy masz zazwyczaj ludzi o wszystkich kolorach skóry i wielu wyznań. Życzenia w firmach często wysyła się na wszystkie święta religijne np. firma życzy udanego Ramadanu wszystkim świętującym. Nie ma zakładania, że na pewno obchodzisz takie czy inne święta.

RPA jest też krajem liberalnym społecznie. Dużo ludzi jest wierzących, jak wszędzie, ale każdy sobie wyznaje co chce albo nic i w ogóle tego nie widać w debacie publicznej. Podstawowa antykoncepcja jest refundowana przez rząd, aborcja jest na żądanie. Mniejszość LGBTQ+ jest chroniona przed dyskryminacją, są małżeństwa homoseksualne i związki partnerskie hetero i homoseksualne. Oczywiście kraj ma wiele problemów, ale podstawy prawne umożliwiają ludziom walkę o swoje prawa.

Życie na wizie

Nie będę się o tym rozpisywać, ale jest to koszmar, który od lat staje się coraz bardziej koszmarny. Bezrobocie i związane z nim nastroje ksenofobiczne, sprawiają że prawodawstwo jest coraz ostrzejsze. Poza tym urząd imigracyjny nagminnie łamie prawa obcokrajowców.

Życie bez stałego pobytu jest upierdliwe, gdy macie do czynienia z jakąkolwiek administracją. Urzędnicy często po prostu mówią wam, że coś wam się tam nie należy, bo nie jesteście z RPA/nie macie stałego pobytu. Nowy przykład to szczepionki. Mimo że należą się obcokrajowcom, mojej znajomej udało się zaszczepić dopiero za trzecim razem, bo przedtem odsyłano ją z kwitkiem.

Zdobycie pobytu stałego jest coraz bardziej skomplikowane i zazwyczaj jest to po 5 latach czegoś tam, z masą absurdalnych wykluczeń. Mi się należy w tym miesiącu, ale od ponad roku nie można składać podań. Po złożeniu podania czeka się na przyznanie statusu od kilku miesięcy do kilku lat.

Jest tu pięknie

Jednym z powodów dlaczego w RPA mieszka mi się lepiej niż gorzej jest piękno i różnorodność tego kraju. Naprawdę nie trzeba wyjechać daleko za miasto, żeby znaleźć zupełnie inne widoki. W mojej prowincji znajdziecie lasy, które wyglądają jak polskie, ale i tereny pustynne. Kraj jest wielki i jest masa rzeczy do zobaczenia. Ja zwiedziłam po 10 latach tylko połowę prowincji i mam jeszcze baaaardzo dużo do zobaczenia.

Poza pięknymi krajobrazami są tu też różne zwierzęta i rezerwaty przyrody. Kiedyś mnie to zupełnie nie kręciło, a teraz bardzo lubię wypad na takie czy inne interakcje ze zwierzętami w weekend. Samo zwiedzanie miast też jest fajne, bo są bardzo różnorodne. Każde z nich ma inną mieszankę etniczną, architekturę i historię. A jak już mi się to znudzi, to mamy jeszcze dwa niezależne kraje na terenie RPA do obskoczenia 😉

Koszt życia

No i na koniec najmniej przyjemny temat 😀 Ogólnie koszt życia typu wynajem, jedzenie czy kosmetyki jest dość porównywalny do Polski. Powiedziałabym, że wynajem jest droższy, a kupno nieruchomości tańsze niż w polskich dużych miastach. Trzeba jednak pamiętać, że dla typowego mieszkańca RPA to są ekstremalnie wysokie ceny, dla wielu bez szansy na otrzymanie kredytu.

To jednak nie koniec kosztów życia w RPA. Po pierwsze, jest prywatne ubezpieczenie zdrowotne, często zabierane bezpośrednio z wynagrodzenia. Koszt najniższej opcji to około 500 PLN miesięcznie. Do tego ubezpieczenie mało pokrywa, więc za wiele rzeczy trzeba płacić z własnej kieszeni i to dość dużo. System publiczny jest dobry, ale bardzo obciążony i niedofinansowany. Wiadomo, że w niektórych sytuacjach nie pomoże. Na przykład kiedy rodzisz i chciałabyś znieczulenie to go nie dostaniesz, chyba że to cesarka. Kliknijcie sobie na ten link, co dałam powyżej, bo już pisałam szczegółowo o tym temacie.

Potem dochodzą wszystkie inne ubezpieczenia. Jak masz dom trzeba go ubezpieczyć, z zawartością, no bo jest duża przestępczość. Nie zapominajmy o prywatnej firmie ochroniarskiej i obsłudze alarmu przeciwwłamaniowego. Jak masz laptopa to też lepiej go ubezpieczyć, bo wynosisz go z domu i nie podchodzi pod ubezpieczenie mieszkalne. To samo z biżuterią czy z inną elektroniką, typu aparat, przecież to dość prawdopodobne, że ktoś cię skroi. Samochód koniecznie trzeba ubezpieczyć od kradzieży, no i tak normalnie od wypadków.

Zwierzęta to jest kolejny szalony koszt. Każda wizyta u weterynarza z jakąś tam drobną interwencją to koszt 200-300 złotych. Jak zwierzę się bardziej zepsuje to już w ogóle. No chyba, że wolicie, żeby i tu was doili miesięcznie – ubezpieczenie zdrowotne dla zwierzęcia też, oczywiście, istnieje :D.

O dzieciach nawet nie będę pisać, bo wszystko kosztuje bardzo drogo. System szkolnictwa sprawia, że tzw. klasa średnia najczęściej wysyła dzieci do szkół tylko częściowo finansowanych przez rząd. Wiadomo, że rodzice jeszcze bardziej dbają o edukację w kraju, gdzie jest olbrzymie bezrobocie. Studia też są płatne.

No i punkt ostatni – odkładanie na emeryturę. Ponieważ najwyższa emerytura tutaj to trochę poniżej 500 PLN nie możecie na to liczyć. Dlatego ludzie w bardzo młodym wieku zakładają sobie tzw. pension fund. To już od każdego zależy ile sobie wpłaci miesięcznie… no chyba, że akurat pracujesz dla takiej firmy, która ci to też utnie z pensji 😀

W skrócie życie tu kosztuje od ch*ja i ciut ciut.

Podsumowanie

Mimo wszystko lubię żyć w RPA, bardziej niż nie lubię. Czy tu zostaniemy na długie lata zależy od różnych czynników. Przyznam szczerze, że wszystko inne mogę zaakceptować, ale jestem wykończona sytuacją i ograniczeniami wizowo-pracowniczymi. Jako plan awaryjny mamy na oku dwa inne państwa, gdzie moglibyśmy się stosunkowo łatwo przeprowadzić. Nie powiem gdzie, ale nie w Europie.

Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do komentowania!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s